Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej", Warszawa 1993, ISBN 83-01-11126-7 Zygmunt Z. Woźniczka Zygmunt Z. , Rzeź wołyńska w dokumentach i publicystyce Polskiego Państwa Podziemnego i Rządu RP na Uchodźstwie , Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2015 [dostęp 2020-05-30] .
12 września 1944 - rozegrała się bitwa pod Ewiną, jedna. z największych bitew partyzanckich w Polsce. JULIA KASZUWARA. Klasa IC. III Brygada Armii Ludowej. im. J. Bema podjęła walkę. z przeważającymi siłami. SS i Wehrmachtu. Podczas kilkugodzinnej walki wróg uderzał nieustannie, a mimo.
Magazyny w obozie jenieckim w Wauwilermoos pod Lucerną. Podczas wojny w Szwajcarii zostało przechwyconych ok. 150 samolotów alianckich i internowano ok. 1750 lotników. Amerykanie nie wierzyli, że szwajcarscy mechanicy są w stanie dobrze opiekować się ich maszynami, więc nawet przeprowadzili im szkolenie z konserwacji swojego sprzętu.
Kraje neutralne zostały oznaczone na szaro. Państwa neutralne podczas II wojny światowej – w czasie II wojny światowej tylko nieliczne państwa pozostały neutralne aż do końca jej trwania. Zaledwie dwanaście krajów pozostało bezstronnych, choć neutralność terytorialna jednego spośród nich (chodzi tu o Islandię) została
Chcielibyście żyć z czasie II wojny światowej? 2010-02-01 21:15:43; W czasie 2 wojny światowej norwegia: 2009-09-18 14:17:55; Najodważniejsi żołnierze w czasie 2 wojny światowej. 2011-10-12 18:20:49; W czasie II wojny światowej Norwegia: 2009-09-14 17:09:54; Losy Żydów w czasie II wojny światowej. 2010-03-29 20:47:51
Dokonania Polaków, lotników służących w armiach państw zaborczych podczas I wojny światowej są słabo znane. Trudno znaleźć publikacje i dokumenty dotyczące działań Polaków - lotników, którzy podczas konfliktu toczącego się w latach 1914-1918 odnosili sukcesy i po zakończeniu wojny włączyli się w proces budowy sił powietrznych odrodzonego państwa polskiego. Model
Czemu niektórych muzułmanów w Europie nie traktuje sie jak żydów w czasie II wojny swiatowej? 2013-05-23 17:40:01; charakter ll wojny swiatowej?? 2009-04-21 20:40:10; Jaką funkcje pełniła piramida Majów 2010-09-17 15:49:37; Jaką role spełniała piosenka w czasie wojny? 2009-09-24 17:22:28; Skutki pierwszej wojny swiatowej 2017-11-22
NSXuQ. URZĄD DZIELNICY URSUS m. st. WARSZAWY OŚRODEK KULTURY „ARSUS” w DZIELNICY URSUS m. st. WARSZAWY DOM KULTURY „KOLOROWA” BIBLIOTEKA PUBLICZNA w DZIELNICY URSUS m. st. WARSZAWY Miło jest nam poinformować, że Dom Kultury „Kolorowa” we współpracy z Ośrodkiem Kultury „Arsus” oraz Biblioteką Publiczną im. W. J. Grabskiego w Dzielnicy Ursus m. st. Warszawy organizują V edycję KONKURSU „MOJA WIEDZA O II WOJNIE ŚWIATOWEJ” W roku 2009 przypadała 70. Rocznica wybuchu II Wojny Światowej a w latach następnych okrągłe rocznice wydarzeń z nią związanych. Nasz konkurs wiedzy o II Wojnie Światowej rozpisany jest na lata 2009 -2015. Każdy rok poświęcamy innym, dominującym wydarzeniom z tego okresu. Edycja 2013 roku nosi nazwę „GETTO WARSZAWSKIE – ŻYCIE, WALKA, ZAGŁADA” Patronat honorowy nad tą imprezą objęli: Prezydent m. st. Warszawy – Pani Hanna Gronkiewicz –Waltz Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej – Pan Paweł Machcewicz Przewodniczący Rady Dzielnicy Ursus m. st. Warszawy – Pan Henryk Linowski Burmistrz Dzielnicy Ursus m. st. Warszawy – Pan Wiesław Krzemień Impreza ma charakter otwartego konkursu wiedzy, do którego zapraszamy młodzież i dorosłych z województwa mazowieckiego. Celem konkursu jest przybliżenie i rozszerzenie wiedzy o tych wydarzeniach. Nad sprawnym przebiegiem tegorocznej edycji czuwać będzie Komisja Oceniająca Konkursu. Komisja opracowała wykaz literatury zalecanej uczestnikom konkursu (w załączeniu) oraz zestawy pytań. W konkursie mogą startować dwie kategorie uczestników: I – uczniowie gimnazjów II – uczniowie szkół ponadgimnazjalnych i dorośli Eliminacje odbędą się w Ośrodku Kultury „Arsus” 02 - 495 Warszawa, ul. Traktorzystów 14. Konkurs obejmuje dwa etapy: I etap - 1 października (wtorek) 2013 roku kat. I - uczniowie gimnazjów - godz. kat. II - uczniowie szkół ponadgimnazjalnych i dorośli - godz. Uczestnicy zgłoszeni do I etapu po identyfikacji zgłoszeń i po zajęciu miejsc na sali otrzymają zestawy 40 pytań z trzema opcjami odpowiedzi, z której jedna będzie prawidłowa. Odpowiedzi należy zaznaczać znakiem „X”. Na wypełnienie zestawu uczestnicy konkursu będą dysponowali 60 minutami. Każda prawidłowa odpowiedź daje 1 punkt. Do II etapu zakwalifikują się uczestnicy, którzy otrzymają 30 i więcej punktów. II etap - 15 października (wtorek) 2013 roku. Informacja o zakwalifikowanych do II etapu będzie dostępna na stronach internetowych W drugim etapie uczestnicy otrzymają zestawy 40 pytań z trzema opcjami odpowiedzi, z której jedna będzie prawidłowa. Nagrodzeni zostaną wszyscy, którzy w II etapie otrzymają 30 i więcej punktów. Uroczysty wieczór laureatów połączony z wręczeniem nagród odbędzie się w piątek 25 października 2013 roku w Domu Kultury „Kolorowa” o godz. Karty zgłoszeń do konkursu należy przesłać lub dostarczyć do dnia 24 września 2013 roku na adres: Dom Kultury "Kolorowa", 02 - 495 Warszawa, ul. gen. K. Sosnkowskiego 16 - KONKURS „GETTO WARSZAWSKIE – ŻYCIE, WALKA, ZAGŁADA” tel. 22 867 63 95, fax 22 667 83 75 e-mail: dk [dot] kolorowagmail [dot] com lub online ze strony organizatora. Szczegółowych informacji o konkursie udziela: Dom Kultury „ Kolorowa ”, 02 – 495 Warszawa, ul. gen. K. Sosnkowskiego 16, Sekretariat II piętro, pokój 227 lub Janusz Łukaszewicz pokój 230 - tel. 22 867 63 95, kom. 604 503 353. Powyższa informacja będzie dostępna również na stronach internetowych LITERATURA ZALECANA UCZESTNIKOM V EDYCJI KONKURSU „GETTO WARSZAWSKIE – ŻYCIE, WALKA, ZAGŁADA” 1. Bartoszewski W., Brzeziński B., Moczulski L. – „Kronika wydarzeń w Warszawie 1939-45” PWN, Warszawa 1970 2. Bartoszewski Władysław, Edelman Marek – „I była dzielnica żydowska w Warszawie” PWN 2010 3. Davies Norman – „Powstanie 44” Wydawnictwo Znak, Kraków 2004 4. Edelman Marek – „Getto walczy” W: R. Assuntino, W. Goldkom „Strażnik M. Edelman opowiada” Kraków 1999 lub/i Łódzka Księgarnia Niezależna 1991 5. „Encyklopedia Warszawy”, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 1994, ISDN 83-01-08836-2 6. Engelking B., Żbikowski A., Tych F., Żyndul J. – „Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po zagładzie” Fundacja Shalom 7. Engelking B., Leonciak J. – „Getto Warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” IFiS PAN, Warszawa 2013 8. Ernest S. – „O wojnie wielkich Niemiec z Żydami Warszawy 1939-43” Czytelnik 2003 9. Grynberg Michał – „Pamiętniki z Getta Warszawskiego” PWN 1993 10. Gutman Israel – „Żydzi warszawscy 1939-43” Warszawa 1993 Oficyna Wydawnicza Rytm 11. Jagielski Jan, Lec Tomasz – „Niezatarte ślady getta warszawskiego” ŻIH, Warszawa 1997 12. Krall Hanna – „Zdążyć przed Panem Bogiem – wywiad z Markiem Edelmanem”, Wydawnictwo a5 Kraków 2008 13. Kunert Krzysztof Andrzej – „Polacy- Żydzi 1939-45” Wybór źródeł, Rytm Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2001, ISBN 83-73-99158-1 14. Leonciak Jacek – „Spojrzenia na getto” Warszawa DSH 2011 15. Sakowska Ruta – „Ludzie z zamkniętej dzielnicy” PWN 1993 16. Szuchta Robert, Trojański Piotr – „Holokaust – zrozumieć dlaczego” Oficyna Wydawnicza – Mówią wieki 17. Wołoszański Bogusław – „Encyklopedia II wojny światowej” Amber 1997 18. Żbikowski A. – „Żydzi” Wrocław 2005 ISBN 83-7384-193-8 Wszelkich informacji na temat dostępności poszczególnych tytułów dla uczestników konkursu udziela pracownik Biblioteki Publicznej w Ursusie Sylwia Zuzelska – Starszy Bibliotekarz; Tel. 22 823 46 00 lub mail: sekretariatbpursus [dot] waw [dot] pl
W listopadzie 1939 r. udałem się do Zakrzewa (20 km na północ od Płocka), żeby odwiedzić rodzinę, dla której byłem już prawie - poległy w Warszawie. W ostatnich dniach stycznia 1940 roku pochowaliśmy babcię w wieku 87 lat. Dalsze dni mroźnej zimy dzieliłem los z Mamą. Wiosną 1940 r. rozpoczęły się deportacje młodzieży polskiej do wszystkich regionów Niemiec. W lipcu otrzymałem i ja z "Arbeitsamtu" (Urząd Pracy) skierowanie do Prus Wschodnich. Znalazłem się w Treuburgu (Olecko), położonym około 10 km od polskiej granicy - niedaleko Suwałk. Przydzielono mnie do Krupinen (Krupin koło Olecka). Dziwnym ale błogosławionym, zbiegiem okoliczności do gospodarstwa rolnego Huberta Fromela - była to rodzina Adwentystów Dnia Siódmego. Byłem więc u swoich za zrządzeniem Bożym, za co niech Jemu będzie cześć i chwała. To było dla mnie wielkim błogosławieństwem i ukojeniem w utrapieniu wojennym. Tam spędziłem 4 lata, gdzie ciężka praca na roli przeplatana była nadzieją na ratunek - dochodziły wieści o załamaniach na frontach. W lipcu 1944 r. został przerwany front północno wschodni, Rosjanie podeszli pod granicę Prus Wschodnich. Niemcy zaciągnęli wszystkich deportowanych robotników do punktów zbornych, skąd zabierano ich do prac fortyfikacyjnych. 2 miesiące pracowaliśmy tam. Niemcy nie dawali możliwości wymiany na czystą bieliznę, chodziliśmy jak oberwańcy, a wyżywieniem na cały dzień - był półspleśniały chleb na 4 mężczyzn i 1/8 kostki margaryny, oraz czarna kawa. Pod koniec września 1944 r. pracowników gospodarstw rolnych zwrócono do ich gospodarzy. Wygłodniali, wynędzniali i obdarci z nabytkiem "trzody wszalnej", wróciliśmy na dawne kwatery pracy. Następne trzy miesiące upłynęły na wytężonej pracy przy opóźnionych zbiorach zbóż i wykopkach ziemniaczano-buraczanych. Wymłóciliśmy zboże, któro zostało poważone i poustawiane w stodole, był to tzw. kontyngent dla wojska. Lecz oto wiadomość! Jutro o godz. 6 rano nastąpi ewakuacja terenu Treuburg - Goldap - Lyck (Olecko - Gołdap - Ełk). Wszyscy muszą się stawić ze swoim dobytkiem i bydłem na szosie w kierunku Treuburga. Nikt nie może jechać na własną rękę, lecz pod przewodnictwem burgermeistra (sołtysa) w grupach. Kierunek i miejsce zakwaterowania wiadome były tylko przywódcom ewakuacji. Poranną ciszę zakłócały złowrogie huki artyleryjskie, wzywające do pośpiechu. Po 4 dniach marszu, pod obstrzałem radzieckich samolotów, dotarliśmy do wsi Szymionka k/ Mikołajek. Tu zostałem zatrudniony w gospodarstwie, w którym zatrzymaliśmy się. Zawitał grudzień tegoż 1944 roku, a wraz z nim zima w całej pełni. Mróz uniemożliwił pracę na roli. Bezrobocie pomnożyło się wielokrotnie, a równolegle do niego brak wyżywienia. Arbeitsamt (biuro zatrudnienia) zabierał ludzi do innych miejsc i nieznanych prac. W tej sytuacji postanowiłem wrócić do domu do Zakrzewa, tak na własną rękę. 10 grudnia w mroźny poranek, spakowałem plecak, zabrałem najważniejsze rzeczy i dokumenty. Przygotowałem sobie rower i udałem się w kierunku Polski, najkrótszą drogą według mapy. Trasa moja wiodła szosą z Orzysza na Mikołajki - Szczytno - Wielbark, a następnie polska granica. W pierwszym dniu ujechałem ponad 100 km. i zapadł wieczór. Głód dawał się we znaki, a chleb w plecaku skostniał wraz z kawałkiem wędzonej gęsiny, a herbata w butelce wyziębła. Gdzie przenocować? wszędzie niemieckie patrole. Mieszkańcy tych terenów, to Niemcy. Zgłosić się na kwaterę, to zameldują natychmiast żandarmerii. Sytuacja bez wyjścia. A tu zima, noc mroźna - nie ma szans na pozostanie w lesie. Obok szosy, na skraju lasu zauważyłem gospodarstwo, a za stodołą od strony lasu stoją dwa stogi słomy. Zostawiłem więc pod dużym krzakiem jałowca rower, a sam z wielkim wysiłkiem wdarłem się na stóg, a otwór zapchałem słomą, którą uprzednio wyciągnąłem. Nikt nie zauważył, tylko psy coś węszyły i poszczekiwały, ale po krótkim czasie umilkły. Zmęczony wysiłkiem podróży, zasnąłem. W nocy zerwała się śnieżyca. Wiatr hulał i przenikał przez słomę jak przez sito. Zimno spędziło mi sen z oczu, spojrzałem na zegarek, była dopiero godz. 3 rano. Do świtu jeszcze daleko, ale ja roztarłem ręce i poczekałem jeszcze do godz. 5 i pocichutku wyszedłem ze słomy i poszedłem do lasu. Wziąłem rower i ruszyłem w dalszą drogę w kierunku granicy. Przeszedłem na polską stronę radując się, że oddycham polskim powietrzem. Radość ta jednak nie trwała długo. Wyszedłem na rozległą polanę, a tu dostrzegłem tablice z napisami w języku niemieckim: "Poligon wojskowy, przekroczenie tego terenu grozi śmiercią". Wycofałem się natychmiast, bo cóż pozostawało innego? Po wyjściu na pagórek zobaczyłem w zachodzących promieniach słońca - wioskę. Wszedłem na jedno podwórko, gdzie chodziła kobieta. Zapytałem grzecznie czy mógłbym tu przenocować. Ona przestraszona powiedziała: - "W tej wiosce kwateruje niemiecka polowa żandarmeria, niech pan natychmiast opuści moje podwórko, żeby nikt pana nie zauważył, bo będzie źle z Panem i ze mną. O, tam przez pola jest ścieżka do drugiej wioski - tam Niemców nie ma. Podziękowałem jej i poszedłem do drugiej wioski, do której doszedłem w całkowitym mroku. Było mi już wszystko jedno, udałem się do sołtysa polskiego prosząc o nocleg. Sołtys to wysłuchał i powiedział: " Muszę to zgłosić do burgermeistra (niemiecki wójt), gdyż nam nie wolno nikogo przyjmować bez zgłoszenia się tam. Sołtys zawiadomił wójta o mojej osobie i otrzymał zezwolenie na przenocowanie, ale żeby mnie nikt nie widział. Przed świtem muszę opuścić wioskę. Rano przed świtem obudzono mnie, podano ciepłe śniadanie, poinformowano mnie o sytuacji na terenie polskim i kontroli ludności przez niemieckie jednostki wojskowe ze względu na działającą wszędzie partyzantkę oraz radzono mi nie udawania się moją obraną drogą do domu. Wróciłem na Prusy Wschodnie, zrozumiałem bowiem, że nie ma innego wyjścia, tylko wrócić na moją kwaterę. Smutno mi było, że Polska tak blisko, ale droga do niej i do Mamy - tak ogromnie trudna i daleka. Wkrótce znalazłem się na szosie wiodącej do granicy niemieckiej. Na drodze ku mojemu przerażeniu zauważyłem podążających w tym samym kierunku żandarmów z psami. Spotkać się z nimi, to moja zguba. Zauważyłem stertę tłuczonych kamieni, do reperacji szosy. Zszedłem więc z roweru, położyłem go na tej stercie kamieni i udawałem dróżnika do pracy przy szosie. Psy mnie zwęszyły, żandarmi przystanęli, chwilkę popatrzyli i poszli dalej. Gdy zniknęli za zakrętem, jechałem ostrożnie za nimi w odległości. Poinformowany przez przygodnego przechodnia, gdzie są Niemcy, przemknąłem niezauważony do najbliższego lasu, w którym przeszedłem znowu na teren pruski. Na mojej drodze znów przeszkoda. W lesie obozowało wojsko niemieckie, a w poprzek drogi szlaban i budka wartownika. Musiałem jechać prosto na spotkanie nieznanego losu. Jednakże udawałem bohatera. Dojeżdżając do wartownika, wyciągnąłem rękę w górę przed siebie i pozdrowiłem go "Heil Hitler", on odpowiedział podobnie, otworzył szlaban i bez kontroli przejechałem przez ten obóz. Po przebyciu kilku kilometrów, wszedłem w głąb lasu i podziękowałem Bogu, że mnie tak cudownie przeprowadził przez to niebezpieczeństwo. Po tygodniu włóczęgi wróciłem do miejsca skąd wyjechałem i gdzie mnie znano. Byłem jednak bezpański. Za kilka dni spotkałem znajomego mi gospodarza, sąsiada z Krupinen (Krupin koło Olecka). Kiedy przedstawiłem mu swoją sytuację, zaproponował, że on potrzebuje kogoś do pomocy, czy chciałbym przyjść do niego. Powiedział też, że uzgodnili z żoną, że planują wyjazd z tego terenu do swoich krewnych w Reichu, wówczas pojechałbyś z nami. Natychmiast wyraziłem zgodę. Nazajutrz 19 grudnia załadowaliśmy cały dobytek do 2 wagonów w Olszewie (20 km. na wschód od Mikołajek). Wieczorem odjechaliśmy do Sensburga (Mrągowo). W wagonie towarowym było nas czworo i przebywaliśmy dzień i noc w towarzystwie stojących za przegrodą - 4 krów i 3 koni. Ok. 20 godziny cisza nocna zamieniła się w piekło. Wyjące silniki samolotów radzieckich w locie nurkowym zrzucały bomby i ostrzeliwały transport. Krzyk, ryk, kwik i huk zlały się w jeden tumult. Ostatnie wagony w naszym transporcie z załadunkiem świń, zostały rozbite, szyny pozrywane, wagony wykolejone. Kilka minut później przybyło wojsko na ratunek i do naprawienia wyrządzonych uszkodzeń. W tym zamęcie lęk o życie dręczył każdego, także i zwierzęta. One w chwili bombardowania nieomal potratowały nas ze strachu, a ucieczki nie było - bo drzwi wagonu zamarzły. O północy nasz zestaw transportowy wyruszył w dalszą drogę, szlakiem przez Olsztyn, Iławę, Toruń, Bydgoszcz i dalej do Piły. Po kilku godzinach postoju ruszyliśmy w dalszą drogę przez Landsberg (Gorzów Wielkopolski), Küstrin (Kostrzyń) do Berlina. 23 grudnia 1944 roku o godz. 4 rano zatrzymaliśmy się na stacji Ost-Berlin i tu znów syreny zawyły, alarmując nalot brytyjsko-amerykańskich bombowców - znów zaistniało piekło. Całe miasto drżało w posadach. Nasz transport wciągnięto do tunelu. Każdy liczył minuty swojego życia. Akcja trwała 2 godziny. O 6 rano nasz pociąg jechał przez płonący Berlin. Do zachodu słońca zatrzymano nas na stacji Berlin-Spandau. 24 grudnia wieczorem osiągnęliśmy stację Gumtow w prowincji Brandenburg - był to nasz cel , a miejscem zamieszkania była wieś Dannenwalde (obecnie dzielnica gminy Gumtow, powiat Prignitz, 100 km na północny zachód od Berlina). Tam spotkało nas serdeczne powitanie państwa Jarhow, krewnych moich gospodarzy, P. Kanenberg. Zabrali nas w tę wigilijną noc do swego gospodarstwa. Po kolacji i małym odpoczynku, zabraliśmy się do wyładowania dobytku. Przed świtem byliśmy gotowi. Udaliśmy się na spoczynek. Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia przywitał nas mroźnym, choć słonecznym rankiem. Usiedliśmy do śniadania i opowieści o przygodach podróży. Nagle miły nastrój został znów przerwany jękiem motorów nadlatujących eskadr nieprzyjacielskich samolotów bombowych. Wybiegliśmy wszyscy na podwórze, a naszym oczom ukazał się widok mrożący krew w żyłach. Setki bombowców 4 motorowych zasłoniło niebo. Ziemia dygotała od warkotu maszyn dźwigających tysiące ton bomb, przeznaczonych jako podarunek świąteczny dla Berlina i innych miast. Ruszyły do obrony myśliwce niemieckie, rozszczekały się działka przeciwlotnicze i karabiny maszynowe. Wkroczyły do akcji również myśliwce alianckie. Nad nami rozgorzało znów piekło. Kilka osób zostało zranionych i zabitych od kul i szrapneli. Niedaleko nas spadły zestrzelone samoloty niemieckie. Po półgodzinnym powietrznym gwarze, walka ucichła. Straszne są sądy i rządy księcia tego świata. Wszelkie stworzenie oczekuje wybawienia! – Podobne sytuacje powtarzały się często od grudnia, aż do maja następnego roku. Z lękiem wyczekiwano na nadchodzące wydarzenia. Klęska Niemców była przesądzona, a upadek ostateczny nastąpił 9 maja 1945 r. My, niewolnicy zostaliśmy uwolnienia spod państwa niemieckiego. Dowództwo radzieckie ogłosiło, że każdy cudzoziemiec może wracać do domu, do swego kraju. Na drugi dzień byłem gotowy do powrotu wraz z kilkoma Polakami. Podczas "salutu" na zakończenie wojny byliśmy już w Berlinie - obok bunkra Hitlera. Trzy dni nam zabrało przejście z Berlina zachodniego, do Berlina wschodniego - szalały pożary, ulice były zawalone gruzem, a niewypały bomb, granaty i miny, groziły śmiercią. W Berlinie wschodnim Rosjanie przeprowadzili selekcję narodowościową i potworzyli grupy. Pod eskortą żołnierzy rosyjskich udaliśmy się do Polski przez Stausberg, Küstrin (Kostrzyń) , Landsberg (Gorzów Wielkopolski), Krzyż do Poznania. Tu otrzymaliśmy polski Dowód Tożsamości i "bezpłatny" bilet na podróż do domu. Pod koniec maja 1945 r., po pięcioletniej tułaczce dotarłem wreszcie do Płocka, a następnie Zakrzewa. Jakież radosne było spotkanie z MAMĄ! Fotografie z: Treuburg. Ein Grenzkreis in Ostpreußen Red. Klaus Krech. Kommisions-Verlag G. Rautenberg, 1990
Z wielką satysfakcją informujemy, że wzięliśmy udział w konkursie organizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej wysłaliśmy pracę na konkurs „Sztafeta pamięci. Losy mojej rodziny w czasie II wojny światowej”. Autorką pracy „Patriotyzm-nasz chleb powszedni” jest ucz. Justyna Patysiak z klasy II e. Gratulujemy Justynie i czekamy na wyniki. Celem konkursu o symbolicznym tytule „Sztafeta pamięci” jest zachęcenie do rodzinnych dyskusji o historii II wojny światowej i o wplecionych w nią losach przodków. W rodzinie Justyny pielęgnuje się pamięć o przodkach i ich dokonaniach oraz o historii i genealogii rodziny. Opiekunem naukowym konkursu jest pani mgr D. Pawlikowska Iza < Cofnij
Magdalena Wala opowiada o tym jak wyglądało zbieranie materiałów do książki „Skradzione życie”, dlaczego uważa ją za swoją najtrudniejszą powieść w dorobku i czy sporym ulatwieniem jest osadzanie miejsca akcji w rodzinnych również, jaki wpływ na nią wywarł dziennik Zofii Nałkowskiej pisany w czasie okupacji. [OPIS WYDAWCY] Mysłowice, lato 1939 roku. Ewa Abramowicz jako posłuszna córka przygotowuje się do zaaranżowanego przez rodziców ślubu. Dziewczyna ma wątpliwości, czy związek z Davidem będzie udany. Tak wiele różni Ewę od narzeczonego, a do tego małżeństwo z ortodoksyjnym Żydem pozbawi ją resztek nadchodzi wrzesień i wybucha wojna. Kilka dni przed planowanym ślubem rodzina Abramowiczów decyduje się uciec do Przemyśla. Ewa musi stawić czoła okrucieństwom wojny i przekonuje się, czym jest bezsilność i prawdziwe zniewolenie. Uświadamia sobie, że dla niej – jako Żydówki – nie ma miejsca w świecie ogarniętym szaleństwem. W wyniku splotu nieszczęśliwych okoliczności podejmuje decyzję, która odmieni jej życie na zawszeJonna Wolf: W posłowiu pisze Pani, że „Skradzione życie” jest dwunastą i jednocześnie najtrudniejszą w Pani dorobku powieścią. Czy zdradzi Pani dlaczego?Magdalena Wala: Od czasu napisania tej powieści upłynęło już pół roku, zdążyły powstać dwie kolejne książki, a „Skradzione życie” nadal plasuje się na pierwszym miejscu. To była bardzo trudna do napisania powieść, głównie ze względu na poruszaną w niej tematykę. Musiałam zagłębić się w zupełnie obcą dla mnie kulturę, ponieważ o Żydach nie wiedziałam nic poza bardzo podstawowymi faktami. Tak naprawdę uczyłam się od podstaw, aby odtworzyć w książce warunki, w których przed wojną żyła Ewa. Kolejna szalenie trudna dla mnie odsłona tej powieści to losy Żydów w czasie II wojny światowej i cały proces narzuconego przez najeźdźcę odczłowieczania tej mniejszości narodowej. Nigdy nie przepadałam za tematyką zagłady, a tu musiałam się w nią mocno zagłębić, aby oddać cały koszmar tego, co spotkało zwykłych na Pani profilu, że jako historyk, przed premierą każdej nowej powieści, boi się Pani, że w trakcie pracy nad nią coś przeoczy. Czy podobne obawy towarzyszą Pani przy okazji premiery „Skradzionego życia”?Oczywiście, że tak. Jestem pewna, że napisałam dobrą książkę, ale zawsze przed premierą pojawia się ta iskierka niepewności, obawa, że nie poświęciłam tekstowi wystarczająco dużo czasu, a podczas przygotowań nie przeczytałam odpowiednio wielu tekstów źródłowych. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to literatura naukowa, ale chciałabym, żeby moje powieści były pozbawione usterek w postaci błędów rzeczowych. Chwila premiery to zawsze obawa, jak książka zostanie przyjęta. Moment, w którym zupełnie tracę kontrolę nad dalszymi losami powieści, i o ile jasne jest dla mnie, że komuś „Skradzione życie” po prostu może się nie spodobać, wolałabym, aby czytelnicy nie wypominali mi ignorancji. Zwłaszcza w tak ważnej dziedzinie, jaką jest dla mnie nowej książki toczy się w Mysłowicach. Miłośnicy Pani twórczości mieli już okazję odbyć podróż w czasie do tego miasta za sprawą cyklu „Za zakrętem”. Czy fakt, że pochodzi Pani właśnie z Mysłowic, pomaga Pani w pisaniu powieści, których akcja jest tam umiejscowiona, czy jednak przeszkadza?Literackie poruszanie się po mieście, które jest mi dobrze znane, to spore ułatwienie. Podczas pisania nie muszę zastanawiać się, jak wygląda układ ulic albo jakie znajdę w nim budynki. Nie mam problemu z odwzorowaniem codziennych ścieżek bohaterów, ponieważ chodzą oni tymi samymi ulicami co ja, nawet jeśli przenoszę się kilkadziesiąt lat w przeszłość. W przypadku innych miast nie mam już takiego komfortu. Serię „Za zakrętem” świetnie mi się pisało właśnie dlatego, że akcja toczyła się w Mysłowicach. „Skradzione życie” – w odróżnieniu od tej serii – jedynie zaczyna się w moim mieście, a potem akcja przenosi się w inne części Ewy wydaje się opowieścią wielu. Zresztą w posłowiu wspomina Pani, że w trakcie pracy nad książką przeczytała Pani wspomnienia Żydówki, która w czasie wojny musiała ukrywać swoją tożsamość. Ale takich kobiet, które przetrwały piekło wojny dzięki zbiegom okoliczności i pomocy życzliwych ludzi, było znacznie narodził się pomysł, aby pokazać koszmar wojny widziany właśnie jej oczami?Podczas pisania ostatniego tomu serii „Za zakrętem”, doszłam do wniosku, że znajduje się w niej zbyt wiele znaków zapytania, a fabuła przynajmniej w części opiera się na domniemaniach głównych bohaterów. Losy Ewy były mi znane, od czasu kiedy zaczęłam planować „Na moment przed świtem” – czyli tom otwierający serię „Za zakrętem”. Jednak bohaterowie tych powieści nie mogli niczego stwierdzić na pewno, ponieważ sama Ewa w czasie, kiedy rozgrywa się akcja serii, już dawno nie żyła. Nie potrafili odtworzyć jej wojennych losów. Nie lubię niedopowiedzeń ani otwartych zakończeń, więc postanowiłam postawić kropkę nad i. W taki sposób powstała historia Ewy. „Ewa chciała zapytać o ojca dziecka, ale zdusiła ciekawość. Zauważyła, że Liliana nie miała na palcu obrączki, więc prawdopodobnie maleństwo, które nosiła, pochodziło z nieprawego łoża. Podróżowała sama, zatem albo mężczyzna przebywał na froncie, albo wykorzystał ją i po prostu porzucił…”– „Skradzione życie”, Magdalena Wala „Ludzie ludziom gotują ten los” – takie motto znajdą czytelnicy na początku powieści „Skradzione życie”. Pierwsze skojarzenie naturalnie biegnie w kierunku książki „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, a jednak jego źródło jest inne. Czy mogłaby Pani zdradzić, dlaczego zdecydowała się Pani na przytoczenie akurat tej wersji słów autorki?Nałkowska zanotowała te słowa w swoim dzienniku pisanym w czasie okupacji, stąd czas teraźniejszy, ponieważ dla niej koszmar wojny nadal się nie skończył. To zdanie ma dla mnie mocniejszy wydźwięk niż motto „Medalionów” właśnie z powodu tego „tu i teraz”. Zaczęłam zastanawiać się nad naszą codziennością i doszłam do niezbyt optymistycznych wniosków. Za często przejmujemy się rzeczami błahymi, podczas gdy umykają nam te naprawdę ważne. Żyjemy w epoce długotrwałego pokoju i dobrobytu w Europie, ale nie możemy zapominać, że wojna towarzyszy ludzkości od początku dziejów. Czasy trudne w każdej chwili mogą się powtórzyć. Kiedy w społeczeństwie wzrasta nietolerancja dla wszelkich przejawów inności, pojawia się wrogość i nieufność, znów ktoś może się pokusić o wskazanie kozła ofiarnego. Ludzi, przeciwko którym można łatwo skierować gniew większości. A pod wpływem wściekłości zanika umiejętność kierowania się logiką. Łatwo wtedy można postradać wrażliwość na niedolę drugiego człowieka, tylko dlatego, że w jakiś sposób się od nas różni. Nie chciałabym dożyć czasów, kiedy słowa Nałkowskiej znowu staną się tak brutalnie aktualne. Ta powieść ma stanowić swoiste ostrzeżenie. Ostrzeżenie o historii, która lubi się Pani najnowszą powieść, nie sposób nie być pod wrażeniem Pani wiedzy. Niezwykle drobiazgowo opisała Pani kulturę żydowską, pokazała znaczenie obrzędów, które nawet w obliczu wybuchu i trwania wojny, są postawione na pierwszym miejscu i stanowią bardzo ważny element w życiu żydowskiej jaki sposób wyglądało zbieranie materiałów do książki?Na pewno stanowiło spore wyzwanie ze względu na zupełnie nową tematykę. Musiałam dobrze poznać kulturę żydowską, aby moja bohaterka i jej postępowanie było wiarygodne. Podobnie jak w przypadku moich wcześniejszych powieści bardzo dużo czytałam. Były to zarówno opracowania naukowe poświęcone Żydom, jak i ich społeczności w okresie dwudziestolecia międzywojennego, strony internetowe poświęcone ich kulturze i przede wszystkim źródła. Relacje świadków, pamiętniki i dokumenty. Na szczęście tych materiałów jest naprawdę dużo i podczas pracy nad „Skradzionym życiem” miałam z czego książka to nie tylko opowieść o życiu w czasach II wojny światowej, ale takżeo życiu w kłamstwie, które – w tym konkretnym przypadku – zdaje się mieć usprawiedliwienie. Czy Pani zdaniem istnieją takie rodzaje kłamstwa, które można wybaczyć?To trudne pytanie, na które nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Sądzę, że wiele zależy od okoliczności, w których zostaje wypowiedziane, celu, jaki przyświeca mówiącemu nieprawdę i skutków, jakie za sobą niesie fałsz. Kłamstwo przesłuchiwanego przez gestapo członka podziemia ma zupełnie inną wartość niż na przykład tuszowanie prawdy, by ochronić swoje wygodne życie. Prawda nie zawsze wyzwala i w pewnych sytuacjach lepsze jest zachowanie milczenia. Nie dla własnego dobra, ale dla innych. To dylemat, ponieważ uczą nas, abyśmy zawsze mówili prawdę, a prawdomówność jest uważana za cnotę. Jednak jeśli swoim kłamstwem miałbym uratować czyjeś życie czy ochronić najbliższą osobę, pewnie zdecydowałabym się na nie. Oczywiście oszukiwany człowiek mógłby mieć na ten temat zupełnie inne zdanie, zwłaszcza po poznaniu prawdy. Nie bez przyczyny istnieje powiedzenie, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Każde kłamstwo może okazać się bronią obosieczną, która rani również wypowiadającego je. Ewa również musiała zapłacić za swoje książce pojawiają się także symbole w postaci zdjęcia i wisiorka, które mają swoje wyjątkowe znaczenie w całej historii. Czy wierzy Pani, że pewne przedmioty mogą stanowić swoistego rodzaju talizman, który pomaga przetrwać nawet takie piekło, jakim była dla Ewy wojna i utrata bliskich osób?Uważam, że wiele zależy od charakteru danej osoby i okoliczności. O wartości pewnych przedmiotów często przesądza sentyment czy wspomnienia, które się z nimi wiążą. To, co dla jednej osoby jest jedynie śmieciem, dla innej może być bezcenne właśnie z tych niematerialnych powodów. Dla Ewy nie sam przedmiot był ważny, ale pamięć o osobach z nim związanych. To ona właśnie pomagała jej w codziennej walce o przetrwanie.„Skradzione życie” to również powieść o szeroko rozumianej wolności. Czy zdradzi Pani czytelnikom, jakie jej oblicza odnajdą w Pani najnowszej książce?Motyw konieczności wyzwolenia się z ograniczeń i prawa do swobody decydowania o sobie w jakimś stopniu występuje w większości moich książek. W wypadku historii Ewy ten problem jest bardziej złożony, ponieważ w powieści opisuję różne rodzaje zniewolenia. Od skrępowania oczekiwaniami otoczenia i koniecznością posłuszeństwa tradycji, poprzez uwięzienie, które przybiera wymiar fizyczny, aż do ograniczeń, które człowiek z lęku nakłada sam sobie. Moja bohaterka musiała spróbować zawalczyć o swoją wolność w wielu jej aspektach. Przede wszystkim jednak o swobodę decydowania o akcja Pani nowej powieści rozgrywa się w czasach II wojny światowej, to przekaz, jaki z niej płynie, jest bardzo uniwersalny i zdaje się idealnie pasować również do aktualnych wydarzeń. Czy od początku pracy nad „Skradzionym życiem” miała Pani taki zamysł, aby w ten sposób spiąć przeszłość z teraźniejszością symboliczną klamrą?W powieściach cenię sobie motyw przeszłości, która w jakimś stopniu wpływa na naszą teraźniejszość. Chociaż „Skradzione życie” jest powieścią w pełni historyczną, podczas pisania starałam się, aby była ona dobrze zrozumiała dla współczesnego odbiorcy. Chciałam pokazać, że za jednostkami walczącymi o przetrwanie w czasie wojny, kryli się tacy ludzie jak my. Oni również chcieli cieszyć się życiem, rodziną i wolnością. Drobnymi przyjemnościami, które dla nas są oczywiste i których tak często nie umiemy docenić. A tymczasem ci ludzie stali się szeregiem nazwisk na listach zgładzonych lub jedynie cyframi w statystykach. A tak naprawdę nie różni się od nas niczym, co jest naprawdę ważne. Chciałam też, aby czytelnicy zdawali sobie sprawę, że nie opisuję bardzo odległych czasów, ponieważ wciąż żyją świadkowie tamtych dni. Pisałam tę powieść w okresie pandemii i życzeniem, które najczęściej słyszałam, było to o powrocie do normalności. Pragnienie ludzi nagle pozbawionych swobody decydowania. Zamknięci w domach i odarci z części wolności możemy łatwiej wczuć się w jej historię. Dziewczyny, która marzyła o powrocie do zwyczajnego życia.* Joanna Wolf jest autorką bloga „Nienaczytana”.Magdalena Wala: Mysłowiczanka, nauczycielka historii w szkole podstawowej i pisarka szczególnie zainteresowana popularyzacją historii społecznej. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią Przypadki pewnej desperatki. Jest także autorką cyklu powieściowego „Damy i Buntowniczki” („Marianna”, „Rozalia”, „Natalia”), komedii „Mów mi Katastrofa!” i romansu historycznego „Rzymskie odcienie miłości”. Niedawno ukazała się jej seria historyczno-obyczajowa „Za Zakrętem” („Na moment przed świtem”, „Ostatnia iskra nadziei”, „Nazajutrz cię odnajdę”) oraz powieść „Klątwa ruin”.W wolnych chwilach sporo czyta i podróżuje, szukając inspiracji do kolejnych „Skradzione życie” jest dostępna w sponsorowany
Ułozyc historyjke o 12 ,13 letnim chłopcu ktory uciekł z domu i szukaja go rodzice z wyrazami ...zgubic..,iśc ,znalezc ,brać ,wrócic , cieszyc pomózcie to na religi Answer
moja rodzina w czasie 2 wojny swiatowej